tksdfractionslider

rimsky kvet evropyPetr Rímský: Nie twórzmy granic, nie trzeba będzie ich burzyć

Napisane przez: David Alfík Dewetter, 9 listopada 2016 dla portalu Květ Evropy.
Tłumaczenie: Bogna Piter

Ten mini-wywiad rozpoczyna Twoja fotografia na praskim placu Karola. Nie wybrałem tego miejsca bez przyczyny - losy naukowca Jana Ewangelisty Purkyniego, którego pomnik (na którym siedzisz) mieści się na tym największym w Czechach placu, są ściśle związane z Wrocławiem. Według Google pomiędzy klubem Pieśniarze, gdzie zagrasz za trzy tygodnie, a praskim pomnikiem Purkyniego jest w linii prostej 217,6 kilometrów. Cieszysz się na podróż?

Co zabierzesz ze sobą?

Cieszę się na każdą podróż; w głębi duszy jestem tułaczem. Równie chętnie jednak powracam - do miejsc, które w jakiś sposób utknęły mi w pamięci, a takim miejscem jest bez wątpienia Wrocław. Tak, jak chętnie powracam do domu.

Od sprzętu ważniejsi są ludzie, którzy towarzyszą mi w drodze i na scenie. Za najważniejsze natomiast uważam możliwość przywiezienia w sercu dobrej woli i dobrego nastroju oraz chęć poznawania nowych ludzi i podzielenia się z nimi tym, co robię, co myślę i co mogę sobą zaoferować.

Wrocław zostaje w pamięci wszystkich muzyków, których nam się do tej pory udało tutaj sprowadzić, co nas oczywiście bardzo cieszy. Po Twoim koncercie z chęcią dowiem się, jakie wrażenia budzi w Tobie dzisiejszy Wrocław. Co jednak powiesz o mieście z dzikiego roku 1989? Naszym miłym czytelnikom przypomnijmy, że tego roku miał miejsce koncert najznakomitszych czeskich pieśniarzy. Byłeś tu Ty, Nohavica, Dobeš, Kryl, Hutka i inni, którym udało się przedostać przez granicę, zanim domyślająca się wszystkiego czeska służba bezpieczeństwa (StB) zdołała granicę zamknąć. Był listopad, tak jak dziś; był bardziej szary niż dziś, czy może bardziej kolorowy?

Tamten listopad to cała paleta barwnych wydarzeń. Nie potrafię dziś w paru słowach opowiedzieć o historii dwóch koncertów we Wrocławiu. W pamięci zostały mi tylko fragmenty tych wydarzeń – przypominam sobie poszczególne obrazy. Spotkanie z ludźmi, z którymi nigdy potem już się nie widzieliśmy. Teatr, który pomieścił chyba trzykrotnie więcej ludzi, niż powinien. Polacy, wykrzykujący na dworze małe liczby – dwa, trzy, cztery... Okazało się potem, że proponowali Czechom miejsca do spania w swoich domach. Solidarność Polsko-Czeska jako organizator. Wiadomość o upadku Muru Berlińskiego. Ta ogromna energia i atmosfera determinacji, przynależności i dumy, ale i strachu, jak to się skończy u nas, gdzie bolszewik cały czas czaił się na każdym kroku. Co z nami zrobią. Wiem, że doświadczeń nie da się przekazać, ale mimo to chciałbym powiedzieć młodym: uważajcie, bądźcie aktywni! Oni są tu cały czas i rozprzestrzeniają się coraz bardziej.

Przejdźmy do weselszych tematów – wiemy, że przyjedziesz z całym zespołem (zastanawiam się, jak pomieścicie się wszyscy na scenie u Pieśniarzy). Usłyszymy od któregoś z Was język polski?

Nie nazwałbym nas zespołem. Nie ma u nas żadnych elektronicznych klawiszowych ani innych instrumentów wydających sztuczne dźwięki. Swoimi delikatnymi, czułymi i efektownymi głosami towarzyszą mi dwie piękne dziewczyny, które w dodatku wyraźnie zaniżają naszą średnią wieku. Czasem, gdy jest to odpowiednie i mamy na to ochotę, odezwie się i jakaś perkusja. Wszystko to podkreśli gitara basowa. Język polski rozumiem prawdopodobnie lepiej od młodszych, anglojęzycznych roczników, ale mój akcent byłby zabawny, zatem z szacunku do języka polskiego będę śpiewać po czesku.

Bliższe Ci są skromne klubowe koncerty czy raczej wielkie festiwale? Pytam się dlatego, że osobiście nie zaznałem bliższego kontaktu z publicznością, niż właśnie u Pieśniarzy, a to zarówno fizycznie, jak i z uwagi na swoistą więź, niwelującą różnicę wieku, narodowość, poglądy...

Nie uważam, aby festiwal czy klub miałyby być lepsze czy gorsze. Są inne: oba mogą być zarówno dobre, jak i złe. Na festiwalach, o ile są organizowane z miłością do muzyki, a nie do siebie samego czy z uwagi na pełen portfel, ciekawe jest spotkanie z innymi muzykami i zespołami. Mam na myśli ludzi, którzy są jeszcze ciekawi, a cechuje ich zachwyt i szacunek wobec innych. Ludzi, którzy nie są zapatrzeni sami w siebie ani nie robią tego, aby „zaliczyć” kolejne już, jedno z wielu zleceń. Przyjechać na ostatnią chwilę, zagrać standardowy koncert, zebrać oklaski, sprzedać produkty i zniknąć. Zagrać koncert, będący pojedynkiem z rozstawionymi wokoło budkami z piwem – to nie dla mnie. Grałem kiedyś na wielkich i popularnych festiwalach Porta, na które przybywało ponad 30 tys. widzów, z którymi miałem niesamowity kontakt – było to fascynujące. Ale trzydziestu ludzi, z którymi patrzymy sobie do oczu, sprawia mi o wiele więcej przyjemności. Oczywiście i takie koncerty są czasem tłem konsumpcji, staram się tego jednak unikać. Chętnie spotykam innych muzyków, mających swój charakter, ciekawych zarówno jako artyści jak i ludzie; w szatni czy w aucie. Zdarza się nam spotykać na festiwalach i na małych koncertach, gdy nie wygłupimy się tym, że nic na tym nie zarobiliśmy. Bardzo bym się cieszył ze spotkania z polskimi osobistościami i z możliwości organizowania wspólnych koncertów „tu i tam”. Odpowiednie byłoby tutaj znane powiedzenie o „burzeniu granic”. Moim ulubionym jednak jest inne twierdzenie: granic nie ma, one są tworzone.

A my, tak, jak nasi wrocławscy przyjaciele, tych granic nie tworzymy, ergo nie ma co burzyć. Dziękuję za rozmowę! Tym sposobem pozwolę sobie zaprosić naszych miłych czytelników do klubu Pieśniarze, ul. Szewska 68a, Wrocław, w dniu 30 listopada 2016, gdzie wieczorem, w ramach cyklu czeskich koncertów, wystąpi właśnie Petr Rímský z innymi, świetnymi muzykami.

Zapraszamy na oficjalną stronę Petra Rimskiego, gdzie możecie posłuchać próbek utworów w świetnej jakości.

30 listopada 2016 Petr Rímský wystąpi w klubie Pieśniarze pod adresem: Szewska 68a, Wrocław.

Facebook

Muzikantská škola